Ktoś dzwoni do mnie i mówi na półce w łazience zostawiłaś swój błyszczyk, ktoś inny - dobrze było znów cię widzieć.
Dzień później wracam o 3 w nocy z imprezy w ulubionej knajpie i myślę: jak dobrze, że już za kilkanaście godzin będę na koncercie.
Nieprzyjemna listopadowa aura, deszcz, jedna zmarznięta dłoń schowana głęboko w kieszeni kurtki, druga zmarznięta dłoń trzyma granatowy parasol.
Stoję pół godziny czekając na autobus. A potem wsiadam w ten, który niezupełnie jedzie we właściwym kierunku, wysiadam z niego na przystanku położonym najbliżej domu, idę kilkanaście minut w deszczu, zmarznięte stopy w butach na płaskim obcasie same mnie niosą.
Ciastka z czekoladą i dużo czerwonego wina.
Wieczorem Tricky.
też byłam ;)
OdpowiedzUsuńależ to pozytywny świr.
nawet nie byłam zła, że grali tak krótko.
mam pół setlisty. walczyłam o nią prawie jak lwica.