niedziela, 23 lutego 2014

from one wrong place to the next.

Cóż za masochizm - iść na spotkanie, choć każda komórka i część twojego ciała krzyczy nie, nie rób tego, to się źle dla ciebie skończy.

4 komentarze:

  1. Przerabiam ten temat od jesieni 2008 r., ale ponieważ jestem przyzwyczajona do permanentnego "bycia w dupie", więc już mnie nie rusza jak się skończą tego typu spotkania (mimo, że dobrze wiem). Zawsze to lepiej gdzieś wyjść, niż siedzieć w domu (wg mnie of course)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. boję się, że też się powoli przyzwyczajam do tego "bycia w dupie".
      nie wiem, nie wiem czy lepiej gdzieś wyjść, niby się z tym zgadzam, ale zaraz włącza mi się jakaś czerwona lampka "nie, lepiej jednak nie". czasem po prostu, kurwa, nie warto. i pewnie w tym przypadku też tak było, i kac po jeszcze gorszy niż samopoczucie przed.

      Usuń
    2. Hmm... Być może masz rację... Ale ja w razie wątpliwości mówię sobie: "przecież kiedy zacznie być słabo, to w każdej chwili mogę wstać i stamtąd wyjść". I czasem tak robię, tylko w trakcie spotkania muszę pozostać czujna, żeby wyczuć ten moment odpowiednio wcześnie. Dla mnie jest to pewne rozwiązanie. :-)

      Usuń
    3. rzeczywiście dobre rozwiązanie, trzeba tylko wyczuć ten moment ;)

      Usuń