Przerabiam ten temat od jesieni 2008 r., ale ponieważ jestem przyzwyczajona do permanentnego "bycia w dupie", więc już mnie nie rusza jak się skończą tego typu spotkania (mimo, że dobrze wiem). Zawsze to lepiej gdzieś wyjść, niż siedzieć w domu (wg mnie of course)...
boję się, że też się powoli przyzwyczajam do tego "bycia w dupie". nie wiem, nie wiem czy lepiej gdzieś wyjść, niby się z tym zgadzam, ale zaraz włącza mi się jakaś czerwona lampka "nie, lepiej jednak nie". czasem po prostu, kurwa, nie warto. i pewnie w tym przypadku też tak było, i kac po jeszcze gorszy niż samopoczucie przed.
Hmm... Być może masz rację... Ale ja w razie wątpliwości mówię sobie: "przecież kiedy zacznie być słabo, to w każdej chwili mogę wstać i stamtąd wyjść". I czasem tak robię, tylko w trakcie spotkania muszę pozostać czujna, żeby wyczuć ten moment odpowiednio wcześnie. Dla mnie jest to pewne rozwiązanie. :-)
Przerabiam ten temat od jesieni 2008 r., ale ponieważ jestem przyzwyczajona do permanentnego "bycia w dupie", więc już mnie nie rusza jak się skończą tego typu spotkania (mimo, że dobrze wiem). Zawsze to lepiej gdzieś wyjść, niż siedzieć w domu (wg mnie of course)...
OdpowiedzUsuńboję się, że też się powoli przyzwyczajam do tego "bycia w dupie".
Usuńnie wiem, nie wiem czy lepiej gdzieś wyjść, niby się z tym zgadzam, ale zaraz włącza mi się jakaś czerwona lampka "nie, lepiej jednak nie". czasem po prostu, kurwa, nie warto. i pewnie w tym przypadku też tak było, i kac po jeszcze gorszy niż samopoczucie przed.
Hmm... Być może masz rację... Ale ja w razie wątpliwości mówię sobie: "przecież kiedy zacznie być słabo, to w każdej chwili mogę wstać i stamtąd wyjść". I czasem tak robię, tylko w trakcie spotkania muszę pozostać czujna, żeby wyczuć ten moment odpowiednio wcześnie. Dla mnie jest to pewne rozwiązanie. :-)
Usuńrzeczywiście dobre rozwiązanie, trzeba tylko wyczuć ten moment ;)
Usuń