poniedziałek, 25 lutego 2013

morning light.

Rozpadam się na kawałki, powoli, metodycznie i to nie tylko psychicznie, ale także, od paru dni, także fizycznie, jakby moje ciało chciało mi powiedzieć: ja też już nie daję rady.


Mam wrażenie, że my się nieraz tak gubimy w planowaniu, inwestowaniu, pielęgnowaniu wspomnień, że nie mamy już czasu na życie. Na przeżywanie tego, co tu i teraz. Na afirmację naszych codziennych doświadczeń. Ja pół życia zmarnowałam na analizowanie swojego dzieciństwa, na przewijaniu filmów z przeszłości i dopisywaniu do minionych wydarzeń kolejnych znaczeń. Dzisiaj już nie chcę odtwarzać filmów.

oraz

Dokonałam kilku ważnych życiowych wyborów, już wiem, co nie jest dla mnie, w co pod żadnym pozorem nie chcę brnąć. Funkcjonuję na uboczu, nie jaram się wszystkim bezmyślnie, nie walczę z wiatrakami. Konflikt przestał mnie interesować.

(Śpię po 2-3 godziny na dobę, po raz pierwszy od roku kupiłam paczkę fajek.)

6 komentarzy:

  1. zasadnicze pytanie, do sytuacji, którą znam z autopsji - czy warto jest zbierać te kawałki, odłamki, fragmenty. przecież wszystko i tak się powtórzy.
    (w swojej torbie cały czas mam swoją pierwszą paczkę fajek, no bo przecież emszi nie pali; to znaczy: pali okazyjnie)

    OdpowiedzUsuń
  2. @fisza
    dzięki, na razie jestem na etapie "poradzę sobie z tym wszystkim sama".

    OdpowiedzUsuń
  3. o rety. chciałam do Ciebie napisać na fb i zobaczyłam, że skasowałaś konto, więc pomyślałam, że coś się dzieje niedobrego - i oto. jakby coś, to dzwoń, pisz, rozmowy są po to, żeby pomóc.

    OdpowiedzUsuń
  4. hej, dziewczyno, uszy do góry. a jak sobie nie poradzisz sama, to służę wysłuchaniem, czymkolwiek. zresztą nie ja jedna, więc nie ma opcji, żeby nie było lepiej!

    a na fb wrócisz. wszyscy wracają ;)

    OdpowiedzUsuń