Jeden z najdziwniejszych dni tej wiosny, wypełniony piosenkami z lat 90., które chodzą mi po głowie, nie ty się nie martw, to ciebie nie dotyczy, to moich intymnych doznań sfera, to moja prywatna katastrofa, niech ktoś inny przejmie kontrolę teraz.
Jestem o krok od rzucenia się K. na szyję i związania się z nim tylko po to, żeby przestać być sama ze sobą, z tą osobą, z którą już nie potrafię w żaden sposób wytrzymać.
Ten krok to te kilka sekund, w czasie których mój mózg podejmuje decyzję bez mojego udziału, moje ręce zabierają ze stolika oddane mi książki, nogi każą wstać, zostawić niedopitą kawę i wyjść.
Wszystko się dzieje poza mną.
Siadam potem przy Teatrze Współczesnym, zapalam papierosa z paczki, którą wciąż noszę w torbie, chyba tylko udając sama przed sobą, że już nie palę. Obracam w dłoni telefon, zastanawiam się czy zadzwonić, jednocześnie nie wiedząc, co właściwie chciałabym powiedzieć.
Potem jakby nigdy nic wstaję z tej ławki, idę do pracy, wieczorem po powrocie wślizguję się pod koc i nie wychodzę spod niego do następnego dnia, kiedy budzik dzwoni o 6.45 rano.
Brak jakiegokolwiek zainteresowania życiem i światem wokół.
czułam się tak przez ostatnie trzy tygodnie. pojechałam na jeden dzień do warszawy i nagle przeszło.
OdpowiedzUsuńja się tak czuję od kilku miesięcy.
OdpowiedzUsuńale masz rację, czasem wyjazdy, zmiana perspektywy pomagają.
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem kim jest K. I, gdybyś chciała zmienić perspektywę, Warszawa jest zawsze na wyciągnięcie biletu - teraz polski bus i tanie linie kolejowe są bardzo przyjazne cenowo.
OdpowiedzUsuńPięknie piszesz, smutna czy wesoła, masz swój styl, bardzo go lubię.