Historie się zapętlają.
Moment, kiedy się zapalają jednocześnie wszystkie lampy uliczne w mieście.
Wracam wieczorem do domu, zaciągam się po drodze papierosem na chłodnym powietrzu.
Zatoczyłam w swoim życiu wielkie koło, znalazłam się w punkcie, z którego jakiś czas temu wyszłam.
How come I end up where I started? How come I end up where I went wrong?
Początki, początki. The Social Network obejrzane w kinie i ta myśl, która pojawia się w mojej głowie na końcu tego filmu - że zawsze wszystko sprowadza się do tej jednej osoby, zawsze chodzi o jakąś dziewczynę. Albo o tego chłopaka, który odrzucił mnie kiedy miałam 17 lat, który wolał inną, chociaż to ja wiedziałam, kim jest uwielbiany przez niego Thom Yorke.
W mieście W. nie ma ani jednej osoby, z którą chciałabym się spotkać. Tych, z którymi chciałabym usiąść w jednej z ulubionych knajp dzisiaj tu nie ma, a tych, którzy są, nie mam najmniejszej ochoty oglądać.
Mam mało czasu, wciąż mi go brakuje, na seks, na życie. Łapczywie wyrywam te minuty i godziny, które nagle nie wiadomo skąd się pojawiają, celebruję te chwile jak ta, kiedy w sobotni wczesny wieczór wracam sama do pustego mieszkania, w którym czeka na mnie kot. Kot nazwany ostatnio przez Pewnego Mężczyznę tygrysem pękał z dumy przez cały dzień.
Pewien Mężczyzna jest tak zadziwiająco, tak nieprawdopodobnie podobny do pewnej osoby z mojego poprzedniego życia (czasem mam wrażenie, że liczba tych poprzednich żyć odliczana jest liczbą poprzednich blogów), że nachodzi mnie czasem myśl, że coś tutaj nie gra, ten głos, ten sposób zachowania, to tylko mój mózg projektuje jakieś obrazy, ta osoba siedząca obok mnie przy stole nie jest realna, nie jest rzeczywista.
Myślałam, że mi to nie przeszkadza, ale potem - bez żadnego ostrzeżenia - coś się pojawia; nagle - tak jak wtedy w środę - aż cię zatyka, czujesz, że przestaniesz zaraz oddychać, wszystko wraca do ciebie nie wiadomo skąd i nie wiadomo dlaczego, już nie ja, nie ze mną, nie w ten sposób, nie tutaj.
I nie możesz powiedzieć nic innego niż kurwa, po prostu nie możesz.
Zatoczyłam w swoim życiu wielkie koło, znalazłam się w punkcie, z którego jakiś czas temu wyszłam.
How come I end up where I started? How come I end up where I went wrong?
Początki, początki. The Social Network obejrzane w kinie i ta myśl, która pojawia się w mojej głowie na końcu tego filmu - że zawsze wszystko sprowadza się do tej jednej osoby, zawsze chodzi o jakąś dziewczynę. Albo o tego chłopaka, który odrzucił mnie kiedy miałam 17 lat, który wolał inną, chociaż to ja wiedziałam, kim jest uwielbiany przez niego Thom Yorke.
W mieście W. nie ma ani jednej osoby, z którą chciałabym się spotkać. Tych, z którymi chciałabym usiąść w jednej z ulubionych knajp dzisiaj tu nie ma, a tych, którzy są, nie mam najmniejszej ochoty oglądać.
Mam mało czasu, wciąż mi go brakuje, na seks, na życie. Łapczywie wyrywam te minuty i godziny, które nagle nie wiadomo skąd się pojawiają, celebruję te chwile jak ta, kiedy w sobotni wczesny wieczór wracam sama do pustego mieszkania, w którym czeka na mnie kot. Kot nazwany ostatnio przez Pewnego Mężczyznę tygrysem pękał z dumy przez cały dzień.
Pewien Mężczyzna jest tak zadziwiająco, tak nieprawdopodobnie podobny do pewnej osoby z mojego poprzedniego życia (czasem mam wrażenie, że liczba tych poprzednich żyć odliczana jest liczbą poprzednich blogów), że nachodzi mnie czasem myśl, że coś tutaj nie gra, ten głos, ten sposób zachowania, to tylko mój mózg projektuje jakieś obrazy, ta osoba siedząca obok mnie przy stole nie jest realna, nie jest rzeczywista.
Myślałam, że mi to nie przeszkadza, ale potem - bez żadnego ostrzeżenia - coś się pojawia; nagle - tak jak wtedy w środę - aż cię zatyka, czujesz, że przestaniesz zaraz oddychać, wszystko wraca do ciebie nie wiadomo skąd i nie wiadomo dlaczego, już nie ja, nie ze mną, nie w ten sposób, nie tutaj.
I nie możesz powiedzieć nic innego niż kurwa, po prostu nie możesz.
Nie myśl o iluzjach. Wierz i łap to, co otrzymujesz. :)
OdpowiedzUsuńWszystkiego najlepszego na (3) nową drogę życia :) Wierna czytelniczka
OdpowiedzUsuńliczba moich poprzednich żyć liczona w symbolicznych śmierciach w punktach krytycznych gdzieś późno w nocy. jakoś tak.
OdpowiedzUsuńzaczynasz ten nowy etap wspominając świetlickiego i toma yorka, co tak bardzo kojarzy mi się z twoimi słowami;) wszystko więc ma swoje miejsce, nawet jeśli przychodzi nam przewartościować swoje życie na pewnym jego etapie.
OdpowiedzUsuńbędę i tutaj.pozdrawiam ciepło.
em (delikatnienie)
konczysz tam, skad wyszlas, ale Ty jestes tam inna.
OdpowiedzUsuń