Od kilku dni przejmujące i tak naprawdę trudne do opisania poczucie znajdowania się w niewłaściwym miejscu, jakieś dziwnej nie-przynależności, obserwowania ludzi zza szyby, bez jakiegokolwiek zaangażowania i interakcji z mojej strony. Nie opuszcza mnie także i dzisiaj, kiedy jadę z samego rana tramwajem zastanawiając się, gdzie po drodze kupić kawę na wynos, kiedy umawiam się na spotkanie z Z., która przylatuje z Londynu, kiedy kupuję czerwone wino na jutrzejszy wieczór, rozmawiam przez telefon z P., uśmiecham się i robię te wszystkie inne codzienne rzeczy, które mają tylko utwierdzić innych w przekonaniu, że nic złego się ze mną nie dzieje.
Ścinam także po raz kolejny włosy, farbuję je na czerwono, kupuję nowe okulary.
Jedyną piosenką usłyszaną tego dnia poza domem było Love Letters Metronomy - wzięłam to za dobrą monetę i zwiastun dobrego i miłego dnia, ale nie, jednak nie.
w całym moim uwielbieniu dla Metronomy- ta piosenka jest słaba.
OdpowiedzUsuńja tam ją lubię.
Usuń