poniedziałek, 10 lutego 2014

hey, that's no way to say goodbye.

Coś, co wciąż tkwi w mojej głowie. Sobotni wieczór kilka tygodni temu. Rozstanie, po którym chyba po raz pierwszy w życiu nie mam ochoty kasować numeru telefonu, i wspólni - już od paru przecież lat - znajomi powodują, że właśnie w ten wieczór, prawie jednocześnie, stawiamy się pod blokiem K., aby świętować jej 31. urodziny. On z kwiatami, ja z butelką wina. Spotykamy się na parterze przy windzie, a jazda na 7. piętro staje się nagle najdłuższą w moim życiu, przy jednoczesnym wyraźnym wrażeniu, że tylko dla mnie te kilka chwil jest w jakiś sposób niezręcznych, wstydliwych, jakby było to przebywanie w bliskiej odległości z zupełnie obcą osobą. I tak, napełniło mnie to jeszcze większym smutkiem - to jest chyba właśnie to uczucie, które potem nie opuszcza mnie przez cały wieczór, gdy widzę jak swobodnie zachowuje się tego wieczoru, składa K. życzenia, zapala papierosa na balkonie, uśmiecha się, a ja wciąż w głowie słyszę jego "głupia jesteś, sama nie wiesz, czego chcesz."

Tak, nie wiem i chyba nigdy nie będę wiedzieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz