Kiedy siedzę na szpitalnym korytarzu - spędzam kilkadziesiąt minut pod gabinetem lekarskim - przypomina mi się mój ulubiony odcinek My Mad Fat Diary, w którym główna bohaterka w rozmowie ze swoim psychoterapeutą stwierdza, że ma już dosyć - szukam właściwego słowa - pierdół wygłaszanych przez wszystkich wokół - tych niejasności, niedomówień czy wręcz kłamstw bliskich - a jedynym kluczem do własnej równowagi jest szczerość w kontaktach z innymi. I oto - postanawia sobie - będę nową osobą robiącą/mówiącą wszystko to, co wcześniej ukrywałam przed światem.
Nie wiem czy to jest właściwe podejście, nigdy przecież nie zdobywałam się na szczerość, przecież też pierdolę, unikam rozmów, uciekam, mówię nie chce mi się o tym mówić.
Siedząc przed tym gabinetem, szukając czegoś w portfelu, znajduję numer telefonu jakiś czas temu zapisany w pośpiechu na skrawku papieru, który potem niedbale wetknęłam w jedną z kieszonek swojego zielonego portfela. Numer do poleconego mi psychologa. Numer wręczony z pełnym szczerości martwię się o ciebie. I z podtekstem: wiem, że nie umiesz sobie z tym poradzić, nie chcesz o tym rozmawiać - może musisz z kimś zupełnie obcym.
Postanawiam więc być tą nową osobą, może zdobyć się na choć odrobinę szczerości, powiedzieć wiesz, tak naprawdę nie jest dobrze, jest wręcz chujowo.
Wychodzę ze szpitala, to uczucie sprzed kilkudziesięciu minut powoli ulatuje, chociaż nawet nie miałam okazji, żeby tę nową zasadę wprowadzić w życie. Idę po kawę na wynos, decyduję się jednak wypić ją w środku, ogrzewam zmarznięte palce na papierowym kubku, gapię się na przejeżdżające za oknem samochody, wyłączam myślenie.
Kiedy wychodzę, zaczyna padać śnieg. / Julia Holter Marienbad
Adam mówi mi: "Zacznij mówić prawdę."
OdpowiedzUsuńfisza
prawda? to słowo jest mi coraz bardziej obce.
Usuń