Budzę się w środku nocy, chłód na ramionach, zimne stopy, wstaję i po omacku idę w kierunku uchylonego okna i je zamykam.
Wracam, wślizguję się pod ciepłą kołdrę, nie chcę spod niej wychodzić przez cały dzień. I najlepiej kilka kolejnych. Wmawiam sobie, że to wszystko przez tę pogodę, chociaż dobrze wiem, że to nieprawda.
Ta ulga, o której ostatnio mówiłam, trwała stanowczo zbyt krótko.
Wstaję kilka godzin później, wolny dzień, za oknem szaro, kubek porannej gorącej kawy w ogóle nie pomaga.
Popołudniu kupuję czerwoną sukienkę i buty na obcasie. (Zaproszenie na wesele gdzieś schowane, brak ochoty na czyjekolwiek towarzystwo, przybycie bez osoby towarzyszącej potwierdzone.)
Truskawki, kubek gorącej herbaty.
Początek lipca, prawie jak jesień.
Bardzo głupio jesienne to lato, zgadzam się.
OdpowiedzUsuńkocham radiohead
OdpowiedzUsuńto napisalam ja - confetti
OdpowiedzUsuń