sobota, 2 lipca 2011

this time (I'm gonna try it my way)

Budzę się w środku nocy, chłód na ramionach, zimne stopy, wstaję i po omacku idę w kierunku uchylonego okna i je zamykam.

Wracam, wślizguję się pod ciepłą kołdrę, nie chcę spod niej wychodzić przez cały dzień. I najlepiej kilka kolejnych. Wmawiam sobie, że to wszystko przez tę pogodę, chociaż dobrze wiem, że to nieprawda.

Ta ulga, o której ostatnio mówiłam, trwała stanowczo zbyt krótko.

Wstaję kilka godzin później, wolny dzień, za oknem szaro, kubek porannej gorącej kawy w ogóle nie pomaga.

Popołudniu kupuję czerwoną sukienkę i buty na obcasie. (Zaproszenie na wesele gdzieś schowane, brak ochoty na czyjekolwiek towarzystwo, przybycie bez osoby towarzyszącej potwierdzone.)

Truskawki, kubek gorącej herbaty.

Początek lipca, prawie jak jesień.

3 komentarze: