wtorek, 29 marca 2011

rites of spring.

Życie powraca do swego rytmu, tym razem nieco innego, jakby mniej znanego; ach, więc tak to wygląda, jest w tym coś miłego, coś, co otula mnie całą, rozgrzewa w środku zimnego dnia, czasem tylko nie dając zasnąć.

Przez chwilę myślę, że tak już by mogło być zawsze, choć jednocześnie gdzieś z tyłu głowy kołacze się myśl, przekonanie, że naiwnością byłoby sądzić, że ten stan utrzyma się przez dłuższy czas.

I rzeczywiście, nie utrzymuje się, zatrzaskujemy za sobą z hukiem drzwi jeszcze zanim zdążyliśmy się zorientować, o co tak naprawdę się kłócimy.

5 komentarzy:

  1. skądś to znam niestety.

    OdpowiedzUsuń
  2. ...
    ciepłe myśli posyłam Iskro

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem pojebana, czerpię teraz wszystkie swoje mądrości życiowe z SATC i tam właśnie była taka scena, w której Carrie nie mogła oprzeć się zastanawianiu nad tym, o co tak w zasadzie walczymy ze sobą, kłócąc się w związkach.

    OdpowiedzUsuń
  4. zazwyczaj myślałam podobnie, z tym uwieraniem. i w takich momentach zjawiał się ktoś, kogo potrzeba za bardzo.

    (samospełniająca się przepowiednia? chyba trzeba być o dwa kroki przed własnymi myślami, by się przed nimi bronić.)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie mysl za duzo, tylko bądź.

    OdpowiedzUsuń